piątek, 9 września 2016

Invicto [POST KONIECZNY]

W tym poście umieszczam cały profil Into, ponieważ zamierzam zmienić system przy profilach koni xd Także ten, możecie nie zwracać uwagi na ten post c':


Wiek: 3 lata 2 miesiąc
Gatunek: Jak widać, pegaz
Rasa: Koń Nocy
Stanowisko: Wojowniczka
Charakter: Into to typowa realistka, koń twardo stąpający po ziemi, nie robiący sobie wielkiej nadziei, że coś, czego bardzo pragnie i co wręcz nie może się stać, stanie się, co wcale nie znaczy, że nie lubi sobie pomarzyć. Wbrew pozorom nie jest sztywna, lubi żartować, śmiać się. Jednakże nie znosi być w centrum zainteresowania przez przypadek, lub wtedy, kiedy się tego nie spodziewa, tzn. kiedy np. powie coś dziwnego i wszyscy skierują swoją uwagę na nią. W takiej sytuacji najchętniej zapadłaby się pod ziemię. Jest bardzo opiekuńcza i troskliwa, nie pozwoli, by ktoś (lub coś) skrzywdził kogoś, na kim jej zależy. Jest ostrożna i nieufna, co nie znaczy że jest nieśmiała - jest bardzo pewna siebie (aż za bardzo...) i szczera do bólu, bo jak to mówią "Lepsza zła prawda niż dobre kłamstwo". Niełatwo się zakochuje, jednak jak już kogoś pokocha, to kocha do końca życia, a w takim stanie bardzo łatwo złamać jej serce. Krótko mówiąc, Invicto to taka jedna wielka kupa sprzeczności.
Historia: Into urodziła się na wsi, dokładniej w gospodarstwie, wychowywała się wśród ludzi. Dobrze jej tam było, za źrebaka, jak to każdy koń, bawiła się z przyjaciółmi, wygłupiała, mnóstwo się śmiała. Ogółem mówiąc miała wspaniałe dzieciństwo, nikt nigdy poważnie jej nie skrzywdził i...nigdy się nie zakochała. Dosłownie, nigdy w życiu. Jej matka wychowała ją na porządną, dobrą klacz. Jednak...kiedy Invicto miała 1,5 roku mama zachorowała na raka. Weterynarze z całej prowincji zjeżdżali się, aby jej pomóc, jednak nikomu się nie udało. Zmarła pół roku później, kiedy Into miała 2 lata i kiedy zaczynali ujeżdżać. Klaczy ciężko było pogodzić się z utratą matki, jednak w końcu wygrzebała się z takiego stanu i przystąpiła do nauki chodzenia pod siodłem. Nawet to polubiła i z każdym dniem pracy podobało jej się coraz bardziej. Niestety, pół roku później stała się tragedia: stajnia stanęła w płomieniach. Niewiele koni udało się uratować, a jednym z nich była właśnie Invicto, która uciekła najszybciej jak potrafiła i nigdy tam nie wróciła. Pół roku wędrowała, szukając pomocy, aż w końcu uznała, że najlepiej będzie, kiedy założy stado. Nazwała je Stadem Magicznego Lasu.
Cechy szczególne: Złote oczy z pięknymi biało-złotymi rzęsami i niespotykane pęciny, z których wyrastają...orle pióra.
Partner: Od zawsze o nim marzyła i wciąż szuka, jednak nie wie, czy znajdzie...
Moce:
  • podczas nocy przywołuje świetliki, które cały czas za nią lecą 
  • potrafi tak ukryć skrzydła, że ich nie widać
  • w nocy widzi tak dobrze, jak w dzień
SL:
Przedmioty ze sklepu: Wszystkie
Właściciel: PolishBambino 

Kufikiri!

W progi naszego stada zawitała nowa medyczka - Kufikiri! Serdecznie witamy c:


Wiek: 6 lat 1 miesiąc
Płeć: Bez wątpienia klacz.
Gatunek: Pegaz
Rasa: Koń Wiatru
Stanowisko: Medyk
Hierarchia: Nowicjusz
Charakter: Kufikiri z wyboru jest nieufnym samotnikiem, który w swoje kręgi wpuszcza jedynie nieliczne wyjątki, które wyraźnie udowodniły jej swoją wartość. Na podstawie tej informacji bez problemu można wywnioskować, że nie łatwo wpaść w jej łaski. Mimo wszystko, klacz stara się jak najczęściej gryźć w język, by nie popieścić wrednymi dogryzkami i ironią Bogu winne, bezbronne konie.
Na co dzień stara się obudzić w sobie miłą i pogodną klacz, pełną pozytywnej energii, oraz sprostać wymaganiom stawianym jej na każdym kroku. Uwielbia cwałować po otwartych terenach, mimo bonusu jakim są skrzydła, niezbyt często ich używa.
Historia: Kufikiri urodziła się w znanych na całym południu stajniach Ouranos, leżących na terenie wschodnich prowincji podniebnego miasta Ranoschorio. Mianem jej rodzicieli szczyciła się para dwóch wspaniałych koni bojowych – 7 letnia klacz, która przedwcześnie zakończyła swoją karierę ze względu na uporczywy uraz nogi, oraz niewiele starszy od niej Ergo, chodzącego pod siodłem jedynie w przypadkach najważniejszych bitew, przeważających losy wielkich wojen.
Jej dzieciństwo było wspaniałe, pełne miłości i zabawy, pozbawione jakichkolwiek zmartwień.. do czasu.
Stało się to, gdy podniebne wojsko wydało rozkaz, nakazujący oddać każdemu hodowcy przynajmniej jednego konia nadającego się do zasilenia szeregów bojowych miasta Ranoschorio. Na wykonanie rozkazu mieszkańcy miasta mieli tydzień. Właściciel Ouranos zwlekał z wykonaniem swojej powinności. Stary, niegdyś szanowany za swe wyczyny anioł przywiązany był do każdego wyhodowanego przez siebie konia. Jak tu wybrać jednego, skazując go na niechybną śmierć bądź wyczerpującą pracę do końca życia?
W końcu władze skierowały swe czyny przeciwko starcowi. Przyszli po swoją własność – skrzydlaci ludzie odziani w mundury Jej Wysokości Maryleen IV. Siłą zdusili protesty mężczyzny, zabierając pierwszego lepszego młodego konia. W tym przypadku ją.
Kufikiri przetrwała lata twardego treningu, łączącego wyczerpujące ćwiczenia oraz nieugiętą dyscyplinę, by w końcu uciec z pola bitwy przy pierwszej lepszej okazji.
Błąkała się po świecie kilka dobrych miesięcy, gdy w końcu natrafiła na swój nowy dom, Stado Magicznego Lasu.
Cechy szczególne:
• Zawsze wyróżniała się pięknym umaszczeniem oraz dużymi, czarno – białymi skrzydłami.
• Uwielbia samotne wieczory spędzane nad najróżniejszymi rozmyślaniami bądź oglądaniem pięknych krajobrazów.
Partner: Na razie brak, jednak wytrwale czeka na tego jedynego.
Moce:
• Niezbyt silne, jednak zawsze jakieś panowanie nad wiatrem. Za pomocą swoich wrodzonych zdolności potrafi zmieniać kierunek wiatru, jego siłę lub wytwarzać zupełnie nowe, młode zefiry.
• Nie tyle moc, jak sprzyjająca budowa ciała. Jej niezbyt wysokie, smukłe ciało pozwala osiągać duże prędkości dzięki mniejszemu oporowi powietrza.
• Wzywanie małych, szumiących duszków zawsze chętnych do współpracy bądź targu.
SL: 70sl
Przedmioty ze sklepu: Brak.
Właściciel: Kufikiri

czwartek, 25 sierpnia 2016

Od Invicto CD Crisi

W milczeniu przyglądałam się, jak klacz się zbliża. Nad jej głową ujrzałam pięknego feniksa, delikatnie machającego skrzydłami i wpatrującego się we mnie. Prawie niezauważalnie przechyliłam głowę w prawo i z kamiennym wyrazem pyska czekałam, aż klacz wraz z towarzyszką podejdą.
 - O, Invicto, szukałam cię - odezwała się Crisi z uśmiechem na chrapach. - To Filomina. Jak widzisz, jest feniksem, towarzyszy mi od dość dawna. - przedstawiła stworzenie.
 - Invicto, miło mi - zwróciłam się do ptaka.
 - Mi również. - i tak zakończyła się nasza wymiana zdań na dzień dzisiejszy. Cóż, nie jest zbyt rozmowna, zresztą tak jak i ja, pasujemy do siebie ^^
Nie mam towarzysza, ponieważ...nikogo takiego jeszcze nie spotkałam, kto chciałby mi towarzyszyć. Heh, nie dziwię się...
 - Cristal, jak podoba ci się twoja jaskinia? - zapytałam tym swoim spokojnym, bezbarwnym głosem. 
 - Jest super! Już się urządziłam, pod ścianą jest domek dla Filo, a ja zrobiłam sobie posłanie po drugiej stronie pokoju! No i wiesz, postanowiłam.... - i tak przez całą drogę słuchałam jej trajkotania, jak to ona urządziła się w swojej jaskini. Ehh, zawsze lepsze to, niż podejrzliwość wobec własnej Alfy...
Co chwilę potakiwałam i mówiłam różne słowa w stylu "Mhm..", "Wow! Fajnie", "Aham...", "Noo....", udając, że słucham, ale myślami byłam zupełnie gdzie indziej. 
W końcu dotarłyśmy na plac główny naszego stada i Crisi..PRZESTAŁA GADAĆ! Ja nie żartuję, serio...
Stanęłam na przeciw klaczy i znów spojrzałam na nią z góry (aww kocham to robić ^^).
 - A tak w ogóle, mogłabyś mi powiedzieć, jak się tu znalazłaś? Jak znalazłaś mnie? - lubię wypytywać innych, jakoś tak mam...

Crisi? Przepraszam za tą przerwę...

niedziela, 7 sierpnia 2016

Od Crisi CD Invicto

- Od dzisiaj to Twój nowy dom -  powiedziała do mnie klacz.
- Nareszcie mam gdzie się ustatkować - stwierdziłam szczęśliwa i wleciałam do mojej jaskini.
- Zostawiam Cię teraz samą.
- A mam jeszcze jedno pytanie...
- Jakie?
- Może ze mną mieszkać mój feniks?
- Jasne, nie widzę żadnych przeciwwskazań.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się.
- To do zobaczenia w takim razie. Tylko... jak przyleci, to chciałabym ją poznać - mrugnęła do mnie klacz.
- Oczywiście - odpowiedziałam.
Moja jaskinia jest duża i wszechstronna. Idealna dla mnie, bo w końcu jestem potężnym koniem i potrzebuję właśnie takiej ilości miejsca, aby rozwinąć skrzydła. Właśnie, mogę w niej nawet latać! Alfa dopasowała tę jaskinię do mnie, jakby mnie znała od zawsze.
Zdrzemnęłam się na chwilę, a gdy się obudziłam obok mnie leżał mój feniks.
- Witaj Filomino. To nasz nowy dom - stwierdziłam, a ptak podfrunął i zatoczył koło w powietrzu.
- Alfa chce Cię zobaczyć. Wyjdziemy jej poszukać? - spytałam mojej towarzyszki, a ta wyfrunęła z jaskini. 
Wtedy był już wieczór. Wyszłam z mojego domku za Filominą i zaczęłam szukać Alfy, oglądając tutejsze tereny, które mi pokazała przywódczyni.
Po paru minutach ujrzałam klacz przed sobą.

   Invicto?

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Od Invicto CD Crisi

 - Jasne. - uśmiechnęłam się krzywo, wciąż lustrując ją od góry do dołu. Nie wiem, dlaczego to robiłam. Może to po prostu instynkt kazał mi to zrobić? - Chodźmy.
Pokazałam klaczy wszystkie pobliskie tereny. Nie mamy wyznaczonego terytorium stada, ponieważ nie mamy z kim walczyć o nie, dlatego możemy chodzić, gdzie nam się żywnie podoba. Jest jednak jedno, zakazane miejsce - Klif Złudzeń. Niektóre konie stawały tu, aby skoczyć, dla czystej zabawy - na dole widziały i słyszały łagodne, szumiące morze, które zamortyzuje ich upadek. W rzeczywistości na dole czekają olbrzymie kolce, bądź inne, dużo gorsze rzeczy...
Dlatego, zamiast delikatnego morza czekała tam na nich niezwykle okrutna i bolesna Śmierć.
   - Cóż...to by było na tyle. - westchnęłam. Weszłyśmy na olbrzymi, piękny plac. Po środku szumiała mała sadzawka, w której pływały małe kijanki, a dookoła niej rosły bardzo wysokie trawy i kolorowe kwiaty, między którymi latały błekitno-granatowe motyle.
Wokół sadzawki stały w nierównych odległościach ogromne drzewa o nieznanej nazwie. Na ich gałęziach wisiały dorodne, zielone owoce, których niesamowitego smaku nie da się wyobrazić. Drzewa te tworzyły swojego rodzaju "mur obronny" dzięki któremu nie jesteśmy wystawieni na ataki. Między drzewami ukrywały się niewielkie groty, w których można było się przespać.
 - To baza główna. Tutaj spotykamy się każdego dnia, kiedy Słońce znajduje się tuż nad horyzontem. Wtedy sprawdzamy, czy są wszyscy i kładziemy się spać. Kiedy ogłaszam ciszę nocną, do świtu musi być cicho. Oczywiście nie trzeba spać, ale należy być cicho, bo inni chcą się wyspać. - oznajmiłam wpatrując się w sadzawkę.
 - Tu jest....tu jest...niesamowicie... - Crisi stała oczarowana i z wytrzeszczonymi oczyma rozglądała się dookoła, podziwiając widoki.
 - Prawda? - spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się lekko. - No cóż, rozgość się. Od dzisiaj to twój dom.

Cristal?      

Od Crisi CD Invicto

Chodziłam chwilę po ładnym, leśnym terenie. Potem znalazłam się przy jakimś jeziorku, z którego wyszła jakaś klacz, która głęboko oddychała i wychłostała wodę. Podeszłam do niej powoli, a gdy mnie spostrzegła, stanęła na nogi.
- Nic Ci nie jest? - spytałam.
- Nie - stwierdziła. 
- Kim jesteś? - spytała bardzo podejrzliwie i zrobiła krok do przodu, mierząc mnie wzrokiem od góry do dołu. Była wyższa, ale wiedziałam, że i tak jestem masywniejsza i zapewne silniejsza (wybacz, musiałam to powiedzieć xd).
Cofając lewą, tylną nogę do tyłu rozłożyłam moje potężne i wielkie skrzydła.
- Jestem Crisi, podróżuję od dawna po tych terenach i Ciebie spotkałam - stwierdziłam przekręcając łeb.
- Aha, no to cześć - powiedziała jakby żywiej i już niepodejrzliwie klacz.
- Jestem Invicto i zakładam stado. Chcesz być członkiem? - zaproponowała.
Tak w sumie, to to była niezła propozycja. Włóczę się niewiadomo ile... mogłoby to być moje miejsce na ziemi... to stado.
- A czym mogłabym się tu zająć? - spytałam z zaciekawieniem.
- Mogłabyś być na przykład... moim obrońcą - zaproponowała.
- Chm... podoba mi się. Będę więc obrońcą Alfy. Oprowadzisz mnie po terenach? 

Invicto?

Od Invicto do Cristal

To był spokojny, normalny dzień. Okropny upał, wręcz nie do wytrzymania, skutecznie pozbawiał mnie jakichkolwiek sił do działania. Postanowiłam udać się nad wodospad, żeby trochę się orzeźwić i przede wszystkim zaspokoić pragnienie.
Podeszłam mozolnym krokiem do krystalicznie czystej wody i zanurzyłam w niej pysk. Woda była taka smaczna...Miałam ochotę wskoczyć do niej i popluskać się, jednak wiedziałam, że takie zachowanie nie przystoi Alfie.
Chociaż w sumie....Jaka to ze mnie Alfa? I tak w moim "stadzie" jeszcze nikogo nie ma, jestem sama jak palec po środku świata i nie liczę się jeszcze jako przywódczyni, a więc....Mogę robić, co tylko mi się podoba!
Radośnie przekręciłam się 180 stopni, odbiegłam kawałek, po czym znów zawróciłam i ruszyłam dzikim cwałem. Kilkanaście metrów przed jeziorkiem zmrużyłam oczy, aby lepiej oszacować, w którym momencie się wybić i wyskoczyłam bardzo wysoko, po czym z głośnym pluskiem wpadałam do wody. Wystawiłam głowę nad powierzchnię, żeby zaczerpnąć powietrza i zaczęłam przebierać nogami. Po chwili znowu zanurkowałam (nie wiem czy konie potrafią nurkować, nieważne XD*) i zaczęłam oglądać skarby podwodnej krainy. Im niżej nurkowałam, tym było piękniej - coraz więcej ryb, koralowców, ślimaków (takich, które żyją pod wodą). Po chwili dotknęłam kopytami dna, zbiornik nie był zbyt głęboki.
Stopniowo wypuszczałam z pyska małe bąbelki powietrza. Czułam, że wystarczy go jeszcze na mniej więcej minutę, więc musiałam się pospieszyć, jeśli chciałam dużo zobaczyć. Podpłynęłam do małego otworu w koralowcu i przyjrzałam mu się uważnie. 
Nagle z małego otworu wypłynęła mała gromadka kolorowych rybek, prosto w moje oczy, przez co trochę się wystraszyłam, i odruchowo próbując krzyknąć, wypuściłam praktycznie cały tlen, jaki cały czas magazynowałam.
Poczułam, jak zaczynam się podduszać; brakowało mi powietrza.
Najszybciej jak tylko mogłam popłynęłam w stronę powierzchni. Płuca piekły mnie niemiłosiernie. Czułam, że mogę nie wytrzymać...
Jednak, udało mi się. Przebiłam się przez taflę wody i łapczywie zaczerpnęłam powietrza. Wygramoliłam się na brzeg i ciężko oddychając, wykaszlałam resztki wody, które zaległy mi w tchawicy.  Po chwili podniosłam łeb i rozejrzałam się.
Około stu metrów ode mnie stała, jak przypuszczam, klacz, o dość...specyficznym wyglądzie. Wyglądała jakby była połączeniem smoka i konia.
Nagle zaczęła do mnie podchodzić. Zmrużyłam oczy, odwróciłam się do niej przodem i rozstawiłam nogi. Po chwili podeszła do mnie na odległość jakichś 2,5 metra.
 - Emm...nic ci nie jest? - zapytała dość zmieszana.
 - Nieeee... - przeciągnęłam, przyglądając jej się badawczo spode łba. Cóż, nie wyglądała na groźną. Podniosłam głowę i spojrzałam na nią z góry. Byłam nieco wyższa.
 - Kim jesteś? - zapytałam ostro. Nie miałam pewności, czy nie jest szpiegiem i czy mogę jej zaufać.

<Cristal? Troszku dużo napisałam, ty też się postaraj ^^>

*jak chcemy dodać coś od siebie, piszemy kursywą ;D